Czy SPPNN działa słusznie wysyłając spam?
Na wstępie pragnę zaznaczyć, że nie mam zamiaru w najmniejszym stopniu krytykować samej idei
przyświecającej Stowarzyszeniu Pacjentów Primum Non Nocere - SPPNN i działającemu przy
Stowarzyszeniu Komitetowi Inicjatywy Ustawodawczej na rzecz ustawy o Rzeczniku Pacjenta,
bowiem ochrona pacjentów przed błędami lekarzy czy przed krzywdzącym ustawodawstwem jest w Polsce
z pewnością potrzebna. Nie mogę się natomiast zgodzić z tezą, jakoby cel uświęcał środki, oraz że
można o ochronę tych praw walczyć naruszając jednocześnie wolność oraz prawa prywatności i własności
prywatnej osób i firm.
W oświadczeniu Internet własnością publiczną czy
administratorów sieci lokalnych i firm sprzedających komputery?[1.] , jakie reprezentowany przez
dr Adama Sandauera Komitet umieścił na zagranicznym serwerze możemy przeczytać o straszliwych
konsekwencjach jakie mogą spaść na osoby, które nie życzą sobie otrzymywania materiałów Komitetu
do swoich skrzynek pocztowych, a w szczególności na administratorów sieci, którzy w tym "niecnym"
postępowaniu pomagają. Autor tego oświadczenia najwyraźniej uważa, że Internet jest własnością publiczną.
Jest to jednak (w sensie generalnym) nieprawda. Prawidłowa odpowiedź na pytanie zawarte w tytule
wspomnianego oświadczenia jest następująca:
Internet nie jest własnością publiczną
Internet, jak sama nazwa wskazuje, to "sieć połączonych sieci". Każda z sieci tworzących Internet ma
swojego właściciela. Sieć w prywatnym domu czy firmie ma właściciela. Łącza internetowe należą np. do
TP S.A. albo GTS, różnych uczelni czy innych operatorów infrastruktury. Routery i serwery pocztowe
należą do firm świadczących usługi internetowe. Niektóre z tych fragmentów sieci są rzeczywiście
finansowane z pieniędzy publicznych (np. sieci należące do uczelni albo do urzędów). Internet nie
przypomina jednak sieci drogowej opłacanej z podatków, bo jedynie niektóre z tworzących go mniejszych
sieci są własnością publiczną. Większość Internetu jest własnością prywatną.
Właściciele poszczególnych sieci tworzących Internet są zobowiązani wobec swoich firm czy udziałowców
do utrzymywania przepustowości i płynnego przekazywania informacji. Ten fakt sprawia, że właściciele
takich podsystemów i sieci mają prawo decydować o tym, jaki ruch będzie przez ich sieć przepuszczany.
Administratorzy w imieniu właścicieli poszczególnych sieci Internetu nadzorują ich prawidłowe
funkcjonowanie. Ruch internetowy przechodzi z jednej sieci do drugiej dzięki umowie o wymianie ruchu,
na mocy której każda z 2 sieci przesyła ruch należący do drugiej z nich. Umowa taka jest najczęściej
dorozumiana, a nie zawarta na piśmie. Jednak w najmniejszym stopniu nie umniejsza to jej wagi, jako
że większość zasad pozwalających na sprawne funkcjonowanie Internetu jest dorozumiana. Im większy jest
dany system i im więcej ruchu on generuje, tym większa na nim spoczywa odpowiedzialność i wyższe są
wobec niego wymagania. Niezbędne jest, aby każdy z tych węzłów i wszystkich systemów do nich przyłączonych
działał w sposób odpowiedzialny, nie dopuszczając do zbędnego przeciążania innych systemów oraz działając
w sposób określony przez dokumenty RFC. RFC są to normy internetowe, pozwalające na wzajemną komunikację
między sieciami i z tego względu powszechnie oczekuje się ich przestrzegania. Ponadto, zupełnie inaczej
niż w wypadku telefonu, skrzynka e-mailowa jest potrzebna do odebrania wiadomości, a nie do jej wysłania.
Pan Sandauer rozsyłając swoje listy ze sfałszowanych adresów sam to ostatnie zresztą wykazał. To właściciel
skrzynki e-mailowej ponosi koszty jej utrzymania, a ponadto dopłaca do kosztu przesłania każdej wiadomości.
Nie tak jak w wypadku listu czy paczki pocztowej, gdzie nadawca ponosi całkowity koszt doręczenia przesyłki.
Ten fakt daje właścicielowi skrzynki (którym jest często zakład pracy) pełne prawo decydowania o tym,
jakie przesyłki zostaną przez niego zaakceptowane. Na to, co się dzieje z nadaną przesyłką e-mailową nie
ma żadnego wpływu ani nadawca, ani jego dostawca usług internetowych. Może ona zostać zablokowana
(zwrócona nadawcy, a czasem wręcz skasowana) przez każdy serwer pośredniczący w przekazywaniu jej do
odbiorcy, o ile właściciel tego serwera uzna, że nie chce z jakiegoś powodu przekazywać dalej tej przesyłki
- np. dlatego, że "poprzedni" węzeł sieci nie spełnia zasad umowy o wymianie ruchu. Jednym z najczęstszych
typów naruszania tej umowy jest dopuszczanie do rozsyłania spamu przez użytkowników danego systemu.
W takich wypadkach systemy z nim podłączone mają pełne prawo zastosować sankcje polegającą na odmowie
wywiązywania się z złamanej już przez ten system umowy.
A jak to wygląda od strony prawnej?
Traktując ten przypadek od strony prawnej też można moim skromnym zdaniem mieć wiele do zarzucenia nadawcom
nieproszonych wiadomości reklamujących projekt ustawy. Nie jestem wprawdzie prawnikiem, więc na tematy prawne
wolę sie wypowiadać z dużą ostrożnością, ale chciałbym zwrócić uwagę na kilka kwestii.
W swojej argumentacji Komitet powołuje sie na art. 19
ustawy
o wykonywaniu inicjatywy ustawodawczej przez obywateli (*.pdf ) (dalej nazywana 'uwiupo') "Kto przemocą, groźbą
bezprawną lub podstępem przeszkadza w wykonywaniu inicjatywy ustawodawczej przez obywateli albo przez nadużycie
stosunku zależności wywiera wpływ na jej wykonywanie - podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5."
Tymczasem mamy do czynienia z następującą sytuacją: Komitet chce wedrzeć się ze swoją kampanią do sieci, których
właściciele sobie tego nie życzą, zatem wykonując swoje prawo do ochrony własności prywatnej (dostawców usług
internetowych) oraz prawo do ochrony prywatności (usługobiorców, czyli adresatów przesyłek e-mailowych)
blokują otrzymywanie dalszych materiałów od Komitetu. Taka blokada jest pasywną ochroną, podczas gdy to
Komitet właśnie aktywnie stara się ominąć te przeszkody uciekając się do podstępu, polegającego na wysyłaniu
swoich materiałów ze sfałszowanych adresów e-mailowych. W tej sytuacji powoływanie się przez komitet na przepis
dotyczący przemocy, groźby bezprawnej lub podstępu jest chyba jednak nie na miejscu... Nie mówiąc już o tym,
że jeśli SPPNN nie ma racji w swojej argumentacji, to znaczy ża sam posługuje się groźbą bezprawną, grożąc procesem
osobom broniącym się przed zalewem rozsyłanych przez Komitet materiałów.
Natomiast artykuł 10 p 1. ustawy
o świadczeniu usług drogą elektroniczną (*.pdf ) "Zakazane jest przesyłanie niezamówionej
informacji handlowej skierowanej do oznaczonego odbiorcy za pomocą środków komunikacji elektronicznej, w
szczególności poczty elektronicznej" zwyczajnie nie ma tu zastosowania, bowiem z tego, że artykuł ten nie
zakazuje wysyłania niezamawianych informacji politycznych nie można wywodzić wniosku, że wysyłanie takich
informacji jest dozwolone.
Z drugiej zaś strony przepisy uwiupo na które powołuje się dr Sandauer we wspomnianym oświadczeniu żaden sposób nie
wymieniają dozwolonych sposobów korzystania z sieci teleinformatycznych, jednak zawierają kilka przepisów o charakterze
ogólnym. Wydaje się, że należy do nich art. 9 p. 1 i 2 tej ustawy, które stwierdzają, że "W miejscu zbierania
podpisów obywateli musi być wyłożony do wglądu projekt ustawy" oraz "Obywatel udziela poparcia projektowi
ustawy, składając na wykazie, obok swojego imienia (imion) i nazwiska, adresu zamieszkania oraz numeru ewidencyjnego
PESEL, własnoręczny podpis. (...)". Ustawa ta dotyczy zatem zbierania podpisów w określonym miejscu, czy lokalu
i nie przewiduje możliwości zbierania podpisów "na odległość", a w szczególności z wykorzystaniem Internetu.
Ponadto wątpliwości może budzić przestrzeganie przez Komitet art. 90 p. 4 ustawy
Ordynacja
wyborcza do Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej (*.pdf ), dalej zwana 'Ordynacją', która jest przywołana
w art. 8 p. 3 uwiupo. "Przy ustawianiu własnych urządzeń ogłoszeniowych dla celów prowadzenia kampanii
wyborczej należy stosować obowiązujące przepisy porządkowe." O ile e-mail może być urządzeniem ogłoszeniowym,
a tak chyba uważa pełnomocnik Komitetu, dr Sandauer, używając go do celów swojej kampanii, to w Internecie
przepisy porządkowe obejmuje Netykieta (RFC 1885 oraz
RFC 2635 - dokument szczegółowy dotyczący właśnie
spamu). A zatem, prowadząc kampanię w Internecie, nie wolno łamać Netykiety.
Być może ponadto zastosowanie powinien mieć art. 88 p. 1 Ordynacji: "Zabronione jest prowadzenie kampanii
wyborczej na terenie zakładów pracy lub instytucji publicznych w sposób i w formach zakłócających ich normalne
funkcjonowanie." Odbieranie spamu, zwłaszcza w dużych ilościach, zakłóca normalne funkcjonowanie zakładów
pracy. By o tym się przekonać wystarczy sięgnąć do
statystyk - wg badań
Radicati Group, koszty spamu dla światowej gospodarki w roku 2003 wyniosły 20.5 mld (sic!) USD, a w roku
2004 przewiduje się, że osiągną 41.6 mld USD. W roku 2003 w przeliczeniu na jednego pracownika w Wielkiej
Brytanii koszty wyniosły 470 GBP (w USA 750 USD). Ponieważ wg statystyk brytyjskiej firmy
Brightmail odsetek spamu w poczcie w Wielkiej Brytanii
w grudniu 2003 wyniósł 58%, a wg statystyk portalu Onet.pl odsetek ten wynosił w Polsce niewiele mniej, bo 51%
- różnica w kosztach może być spowodowana głównie różnica w poziomie zarobków i kosztów utrzymania firmy,
jaka występuje między warunkami polskimi a brytyjskimi.
Można się też chyba zupełnie poważnie zastanawiać nad zastosowaniem art. 88 p. Ordynacji "Zabronione są
jakiekolwiek formy agitacji na terenie szkół podstawowych i gimnazjów wobec uczniów nieposiadających prawa
wybierania." - o ile wśród odbiorców podpisanego przez dr Sandauera spamu znalazły się dzieci. Jestem bardzo
ciekaw czy może to sprawdzić, bowiem nadawca spamu zazwyczaj nie ma pojęcia do kogo należą adresy na które
kierowana jest wysyłka, zaś odsetek dzieci korzystających z Internetu dzięki szkolnym pracowniom jest coraz
większy - więc taki przypadek jest wielce prawdopodobny. Ponadto, jak wyżej wspomniano, pewne sieci tworzące
fragmenty Internetu są finansowane z pieniędzy publicznych. Otóż, okazuje się, że możliwości prowadzenia
kampanii politycznej właśnie w niektórych z tych sieci jest zakazana przez ustawę - wspomniany art. 88
wymienia instytucje publiczne i szkoły, zaś art. 90 p. 2 mówi dodatkowo "Zabronione jest umieszczanie
plakatów i haseł wyborczych na zewnątrz i wewnątrz budynków administracji rządowej i samorządowej oraz sądów,
a także na terenie jednostek wojskowych i oddziałów obrony cywilnej oraz skoszarowanych jednostek
podległych ministrowi właściwemu do spraw wewnętrznych." - a wszakże spam odebrany przez pracownika jednej
z wyżej wspomnianych instytucji znajdzie się przecież wewnątrz takiego budynku...
Trzeba też wyraźnie zaznaczyć, że zarzut popełnienia przestępstwa przez firmy czy osoby które wpisały adresy z
których pochodziła wysyłka spamu jest całkowicie absurdalny, bo administrator każdej sieci blokującej spam sam,
lub w porozumieniu z użytkownikami podejmuje decyzję o blokowaniu niechcianych przesyłek i wykorzystuje do
tego celu takie środki jakie uznaje za właściwe i skuteczne. Może takim środkiem być np. RBL prowadzony
przez innego administratora. Zaś w polskim prawie karnym lub cywilnym nie żadnego artykułu,
który zakazywałby dopisywania adresów IP do jakichkolwiek "czarnych list".
Poza tym, nawet gdyby wszystkie poprzednie zarzuty nie były słuszne to, jak to już
zauważył Piotr Waglowski w prowadzonym przez siebie
serwisie VaGla.pl Prawo i Internet , Pełnomocnik Komitetu powinien
mieć jeszcze wzgląd na art. 5 kodeksu cywilnego: "Nie można czynić ze swego prawa użytku, który by był
sprzeczny ze społecznogospodarczym przeznaczeniem tego prawa lub z zasadami współżycia społecznego.
Takie działanie lub zaniechanie uprawnionego nie jest uważane za wykonywanie prawa i nie korzysta z ochrony."
Na zakończenie dodam jeszcze, ze jestem w posiadaniu korespondencji pomiędzy dr Sandauerem a jedną z osób
wymienionych na stronie SPPNN. Z korespondencji tej
wynika, ze Pełnomocnik Komitetu załączył w przedstawionych u siebie fragmentach korespondencji informacje
o opinii odbiorców na temat jego przesyłek, ale usunął deklaracje pomocy w prowadzeniu kampanii w sposób
etyczny i zgodny z internetowymi standardami.
Odnośniki
Przypisy
[1.]
Wygląda na to, że dr. Sandauer przyjął do wiadomości część argumentów wymienionych w tym felietonie, bowiem
treść jego oświadczenia została nieco zmieniona. Zmieniony został między innymi tytuł, który aktualnie (27.I.2004)
brzmi "Internet w interesie i pod nadzorem publicznym czy wedle prawa stanowionego przez administratorów sieci lokalnych
i firm sprzedających komputery?"
Uzupełnienie
Podsumowanie działań SPPNN przeciwko autorowi tej witryny, do dn. 20.III.2004
Dr Adam Sandauer wniósł do Sądu wniosek o zakazanie mi publikowania moich opinii oraz rzekomo nieprawdziwych informacji na temat działań,
jakie podejmował on jako pełnomocnik Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej na rzecz ustawy o Rzeczniku Pacjenta (działającego przy tym Stowarzyszeniu
Pacjentów Primum Non Nocere - SPPNN), oraz nakazanie mi przeproszenia go za wygłoszone opinie. Wniosek ten został złożony w trybie art.
91 ust. 1 ustawy z dn. 12.VI.2001 Ordynacja Wyborca (...) (Dz.U. nr 46 późn. 499 z późn. zmianami).
Na posiedzeniu dn. 9.II.2004, z moim udziałem w charakterze uczestnika, Sąd Okręgowy w Warszawie postanowił
oddalić ten wniosek . Sąd uznał, że w danym wypadku nie mają zastosowania przepisy Ordynacji Wyborczej, podkreślając w uzasadnieniu,
że Adam Sandauer, działając jako pełnomocnik Komitetu do bliżej nieokreślonej liczby adresatów kierował za pośrednictwem sieci zawiadomienia
o tej inicjatywie, czyniąc to zarówno jeszcze przed przyjęciem zawiadomienia o utworzeniu komitetu, jak i po tym terminie. Wyrażone przeze mnie
wątpliwości co do prawidłowości zastosowania w tych działaniach właściwego trybu kampanii, tj. uzyskiwania dostępu do serwerów innych użytkowników
sieci, nie mogą być - zdaniem Sądu - uznane za "materiał wyborczy". Ponadto Sąd stwierdził jak następuje":
«(...) Nazwanie (...)
wnioskodawcy "spamerem" w okolicznościach niniejszej sprawy może być zaś usprawiedliwione. Jak słusznie podkreśla uczestnik [tj. ja]
, brak jest obecnie definicji ustawowej "spamu" zaś w środowisku internautów mianem tym określany jest nie tylko nadawca niepożądanych
informacji handlowych, ale wszelkich informacji niezamawianych i niepożądanych przez adresata. Taką zaś informacją dla uczestnika były kierowane do
niego za pośrednictwem "sieci" materiały kampanii promocyjnej wnioskodawcy.».
Sąd nakazał też Komitetowi zwrot na moją rzecz
kosztów postępowania (w kwocie najniższych stawek wg art 520 par. 2 kpc) (pełen tekst decyzji dostępny pod wyżej wskazanym odnośnikiem).
W związku z powyższą decyzją dr Adam Sandauer, jako pełnomocnik Komitetu, wniósł zażalenie do Sądu Apelacyjnego.
Sad Apelacyjny w Warszawie na posiedzeniu niejawnym dnia 13.II.2004 postanowił oddalić zażalenie Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej na rzecz ustawy O Rzeczniku Pacjenta. W uzasadnieniu przeczytać można:
«Jak wynika z odpisu wypowiedzi
uczestnika (...) w powiązaniu z zeznaniami pełnomocnika Komitetu zawiera ona [tj. moja notatka] informacje
prawdziwe. Niesporne jest bowiem, ze Komitet informacje o inicjatywie ustawodawczej rozsyłał przed rejestracją jak i dokonaniem ogłoszeń w prasie.
Prawdziwa jest również informacja o tym, ze Komitet składał skargi w Prokuraturze. (...) Wypowiedź uczestnika nie ma żadnego związku z kampanią
promocyjną w rozumieniu art. 8 ust. z dn. 24.VI.1999 o wykonywaniu inicjatywy ustawodawczej przez obywateli (Dz.U. 99, 62, 688) (...) Wypowiedź
uczestnika nie odnosi się w żadnym elemencie do projektu ustawy.(...) Ponadto stwierdzić należy, ze zgodnie z art. 8 ust. 2 cyt. wyżej ustawy
kampania promocyjna na rzecz projektu ustawy oraz zbieranie podpisów obywateli popierających projekt ustawy może rozpocząć się dopiero po
ogłoszeniu w dzienniku o zasięgu ogólnopolskim, faktu nabycia osobowości prawnej, (...). Ogłoszenie takie miało zaś miejsce dopiero 18.XI.2003
a wypowiedź uczestnika dotyczy zdarzeń wcześniejszych.».
Sąd ponadto zasądził od Komitetu na moją rzecz zwrot kosztów postępowania
zażaleniowego (pełen tekst decyzji dostępny pod wyżej wskazanym odnośnikiem).
W tej sytuacji dr Adam Sandauer wniósł protest wyborczy do Sądu Najwyższego, a także umieścił na stronie SPPNN pod adresem
www.sppnn.org.pl/index1a.html oskarżenie, jakoby osoby (w tym ja) protestujące
przeciwko wykorzystywaniu cudzych skrzynek pocztowych do kampanii promocyjnej, wbrew woli właścicieli tych skrzynek - o to bowiem w istocie
chodzi osobom protestującym przeciwko działaniom Komitetu - oblewały pomyjami Stowarzyszenie, Komitet i osobę dr Sandauera, potępiały go i
ścigały na wzór władz PRL - oto zrzut fragmentu tej strony z dn. 20.III.2004.
Ocenę powyżej przedstawionych faktów pozostawiam decyzji Szanownego Czytelnika niniejszego tekstu.
Odpowiedź na pomówienia dr Sandauera
W jakiś czas po decyzji Sądu Apelacyjnego, na witrynie SPPNN pojawiły się
zawoalowane sugestie, jakobym w sposób niezgodny z prawem zbierał pieniądze, być może na opłacenie łapówki dla Sądu:
«Sąd, który powinien działać w trybie 48 godzinnego postępowania, opisanego w przepisach ustawy Ordynacja Wyborcza,
prawie miesiąc zwlekał, chyba licząc na to iż minie okres inicjatywy ustawodawczej z wydaniem prawomocnego postanowienia w sprawie
Łukasza K z Gdańska, który twierdził informacje jakoby Komitet rozsyłał reklamy, a doniesienie o popełnieniu przestępstwa
nazywał pogróżkami. W tym czasie administratorzy organizowali w sieci publiczne zbiórki pieniędzy na "obsługę tego przypadku".
Watpię czy uzyskali wcześniej wymagane prawem zezwolenie ministra spraw wewnętrznych i administracji, na publiczne prowadzenie
zbiórek pieniędzy.
Wobec licznych pytań, czy myślę iż postanowienia sądu, opisywane tu zostały kupione, odpowiadam.
».
Dodać trzeba, że na pytanie o korupcję zadane wprost, dr. Adam Sandauer odpowiada tyleż
przecząco, co dwuznacznie .
W związku z powyższym oświadczam, że zarówno zarzuty postawione wprost pod moim adresem jak i te zasugerowane, są pomówieniem.
Pieniądze o których mowa zostały zebrane w sposób zgodny z prawem i w sposób zgodny z prawem wykorzystane do pokrycia kosztów
na jakie naraziły mnie oskarżenia wysunięte przez dr. Sandauera. W dodatku, jak wskazują decyzje sądów 2 instancji, były to oskarżenia
niezasadne, a koszta niezawinione.
Nie podjąłem jeszcze decyzji, czy będę w tej sprawie podejmował kroki prawne przeciwko sprawcy wspomnianych pomówień.
|